niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział 1

~"Ważne jest by nigdy nie przestać pytać. Ciekawość nie istnieje bez przyczyny. Wystarczy więc, jeśli spróbujemy zrozumieć choć trochę tej tajemnicy każdego dnia. Nigdy nie trać świętej ciekawości. Kto nie potrafi pytać nie potrafi żyć."~


Rozdział 1: Chyba nadszedł już najwyższy czas... Trzeba znaleźć męża.






 Wstałam o świcie by móc razem ze służącą posprzątać dom i nakarmić kury. Uwielbiam tą kobietę! Zawsze miałam wrażenie, że ona jedyna mnie rozumie. Tylko jej mogłam się wyżalić, zwrócić się o pomoc. Była dla mnie jak zastępcza mama, którą los odebrał mi cztery lata temu.

 To właśnie wtedy moje życie zmieniło się w piekło! Gdy zabrakło mamy, mój ojciec zaczął mnie postrzegać jako coś gorszego. Kochający tatuś, zmienił się w tyrana, bijącego mnie w dzień, w dzień tak, jakby śmierć mamy była moją winą. A przecież nie była... Może fakt, że byłam jej idealną kopią, nie tylko wewnętrznie, ale i zewnętrznie działał na niego jak płachta na byka? Sama już nie wiem...

 Teraz miałam Tsunade, która wspierała mnie jak tylko może. Czasem stawała za mną murem, gdy ojciec chciał mnie uderzyć, a co dziwniejsze, ustępował jej... Nie wiem co o tym myśleć.

- Sakura, lepiej będzie jak już pójdziesz się przyszykować na obiad. Z tego co wiem to dziś zaszczyci was swoimi odwiedzinami bardzo ważna osobistość. - moje rozmyślenia przerwała Tsunade, która wzięła puste wiadro i zaczęła moczyć je w beczce.

- O czym ty mówisz? - zapytałam zdziwiona.

- O tym, że dziś odwiedza was bardzo ważny gość i dobrze by było, gdybyś ubrała się odpowiednio.

- Nic mi o tym nie wiadomo... - odpowiedziałam zamyślona. Skąd Tsunade o tym wie? Mi ojciec nic nie powiedział, a przecież powinien. W końcu jestem jego jedyną córką! Na Boga... - Tsunade? Możesz mi powiedzieć skąd wiesz o takich rzeczach?

Widać było zmieszanie na jej twarzy, jednak szybko ją zasłoniła swoimi długimi, złocistymi włosami. Zawsze tak robi, by ukryć emocje jakie nią targają.

- Ymmm... Plotki szybko się rozprzestrzeniają wśród służby. A tak w ogóle co to? Przesłuchanie? Powinnaś zacząć bardziej mi ufać. - powiedziała i popatrzyła na mnie z wyrzutem.

 Miała racje. Od pewnego czasu zaczęłam być zbyt podejrzliwa, ale to przez to, że ona stała się zbyt tajemnicza. Wie więcej rzeczy na temat mnie i ojca, niż ja sama.

- Masz racje, wybacz mi... Nie wiem co się ze mną ostatnio dzieje... - przyznałam zrezygnowana.

- Może się zbyt przepracowujesz. Kobieta w twoim wieku powinna już mieć męża u boku i wychowywać dziecko, a nie pomagać swojej służącej. - zakończyła swój wykład.

- Oj Tsunade... Ile jeszcze razy będziesz mi wypominać to, że nie mam męża?

- Tyle razy ile będzie trzeba! Miałaś tyle okazji. Mężczyźni kolejkami ustawiali się, by prosić cię o rękę, a ty ich tak po prostu odrzucałaś! Uroda przemija droga panno, pamiętaj o tym! Jeszcze się przejedziesz na swoich działaniach, zobaczysz.

- Dobrze wiesz, że nie chcę mężczyzny do którego nic nie czuję... - odparłam smutno. - Nie chcę wychodzić za kogoś, kto nie będzie miał do mnie krzty szacunku i będzie mnie traktował jak jakąś... - przerwałam. Nie chciałam używać niecenzuralnych słów, w dodatku przy osobie, którą darze wielkim szacunkiem. - ... no wiesz... Chcę kogoś, kto mnie pokocha, tak samo mocno jak ja jego.

- A ty dalej żyjesz marzeniami... Zrozum, życie to nie bajka i radziłabym ci szybko znaleźć kogoś u twego boku, no chyba, że chcesz skończyć jako stara panna. - zakończyła swój wykład i poszła zanieść wiadra na swoje miejsce.

 Stałam jeszcze przez chwile, wpatrując się w soczystą, zieloną trawę. Czy aby na pewno dobrze robię? Co jeśli nigdy nie znajdę osobę, którą pokocham? Nie chcę skończyć jako stara panna! Chce mieć dom, rodzinę, dzieci... Chce po prostu być szczęśliwa i wreszcie oderwać się od bolesnej ręki ojca. Może jednak powinnam zmienić swoje nastawienie w stosunku do całej sytuacji? Zmienić marzenia i plany o które tak zawzięcie walczyłam? Chyba nadszedł już najwyższy czas... Trzeba znaleźć męża.

 Z tymi myślami podążyłam w stronę domu.

 Przechodząc przez salon natknęłam się na ojca.

- Dzień dobry, ojcze. - powiedziałam, kłaniając się nisko.

 Odburknął mi tylko coś niezrozumiałego i zniknął za drzwiami swojego prywatnego gabinetu. No ale czego ja się mogłam spodziewać? Westchnęłam i ruszyłam szybko do swojego pokoju. Do obiadu została mi godzina. Wyciągnęłam więc z szafy moją najelegantszą suknię. Suknia ta, była koloru granatu, uszyta z najdroższego rodzaju jedwabiu. Miała duży dekolt, uwydatniający moje, średniej wielkości, piersi i panier nadający sukni szeroki dół. Mimo, iż była to moja najlepsza suknia, to była też bardzo niewygodna. Nie cierpiałam jej nosić, wolałam zwyczajne suknie noszone przeważnie przez chłopki, od tych pięknych, kosztownych, strasznie niewygodnych sukien.

 Spojrzałam na krajobraz za oknem. Mieszkałam w pięknym dworze, bardzo zadbanym i robiące ogromne wrażenie. Dwór Haruno wyróżniał się tym, że znajdywał się nad pięknym jeziorem, do którego prowadziła ładnie wyrzeźbiona ścieżka. Wokół rozwijały się przeróżne drzewa.

 Pukanie do drzwi zwróciło moją uwagę.

- Proszę! - krzyknęłam, na powrót zajmując się suknią.

 Do pokoju weszła Tsunade, trzymając w ręku biały puchowy ręcznik,a za nią reszta służby, trzymająca wiadra z gorąco wodą.

- Czas na kąpiel. - kiwnęłam jedynie głową i podążyłam za nimi do łazienki.

 Tsunade od razu się mną zajęła. Gdy ona pomagała mi w pozbyciu się ubrania, reszta służby zaczęła wlewać do wanny wodę. Szybko uporałyśmy się ze wszystkim i nim się obejrzałam, zaczęto mnie ubierać w suknie. Nie lubiłam, gdy się mną tak zajmowano... równie dobrze mogłabym zrobić to sama, ale to polecenie ojca, a jego polecenia to coś co trzeba przestrzegać. Gdy służba wyszła i zostałam tylko ja i Tsunade, zaczęłam rozmowę.

- Powiedz mi Tsunade... Kto nas zaszczyci swoją obecnością? - zapytałam w końcu.

- Bardzo ważna osobistość. Pan Fugaku Uchiha, wraz z synem i małżonką. Wiesz dobrze, że twój ojciec załatwia z nim ważne interesy, tak więc zależy mu bardzo na tym, byś zrobiła dobre pierwsze wrażenie.

- Uchiha? A to właśnie nie czasami jeden z  ich synów został pir...

- Plotki, Sakura, plotki. - przerwała mi szybko. - Wiesz bardzo dobrze, jak ludzie lubią je roznosić. Itachi Uchiha zginął w walce z bandytami, pięć lat temu.

- Ale nie odnaleziono ciała...

- Sakura, ty i te twoje domysły. - warknęła zirytowana. - To bandyci! Nigdy nie wiadomo co im strzeli do tych pustych łepetyn. Zabrali ciało i musieli je bardzo dobrze ukryć.

- Ale jaki byłby w tym cel?

- Sakura, proszę... Takie pytania to nie do mnie, jednak lepiej byś przy obiedzie ich nie wypowiadała. W tej rodzinie temat Itachi'ego należy do tabu. - powiedziała i wyszła z pokoju, zamykając za sobą dość głośno drzwi.

 Zauważyłam, że Tsunade zaczęła być bardzo nadwrażliwa. Nie lubiła zbyt dociekliwych pytań, choć jeszcze parę miesięcy temu chętnie na nie odpowiadała. Może ma jakieś kłopoty? Sama już nie wiem... Przy bliższej okazji postaram się jej o to zapytać.

Spojrzałam w lustro wiszące na ścianie. Nie uważałam się za piękną, choć byłam bardzo podobna do mamy. Miałam jej nos, usta, oczy, włosy... Jednak nie miałam jej figury. Ona była idealna, je byłam... przeciętna. Nic dziwnego, ze ojciec tak bardzo ją kochał. Spojrzałam ostatni raz w lustro i skierowałam się do drzwi.


piątek, 25 kwietnia 2014

Prolog

                                                                                                                     



~Urodziłem się płacząc, ale umrę śmiejąc się''~ 


Prolog - ~"Bez cierpienia nie zrozumie się szczęścia."~



 Wszystkie nasze wspólne plany legły w gruzach. A były tak precyzyjne! Ustalaliśmy je razem, staraliśmy się by były idealne, nie do przewidzenia. Sprawdzaliśmy je parędziesiąt razy, penetrowaliśmy je od deski do deski. Jednak mały szczegół w naszych planach został ominięty... szczegół który zaważył na wszystkim.

 Jestem teraz w brudnej celi i staram się przeanalizować całą sytuacje, jeszcze raz. Od dawna przestałam zwracać uwagę na smród stęchlizny i wilgoci oraz na zimno, przedostające się przez wszystkie szczeliny w ścianach, oraz przez kraty w drzwiach.

 Siedzę w kącie, wtulając twarz w kolana. Moje różowe włosy, są przyodziane drobinkami piasku, trzymającymi się na przetłuszczonych pasmach. Ubrania były podarte w niektórych miejscach, a skórę zdobiły głębokie cięte rany, z których już dawno wylana krew skrzepła.

 Kiedyś, mając sześć lat, łudziłam się, że świat jest piękny, pełen kolorów.  Mając trzynaście lat zrozumiałam, że moje dziecięce przemyślenia to mit, wymyślona przeze mnie bajeczka.

 Zawsze miałam w życiu pod górkę, nigdy z górki. Nauczyłam się, że nie można ufać ludziom, gdyż to kanalie, nie mające serca bestie. Ale co znaczy moje zdanie? Jeszcze niedawno powiedziałabym, że nic. Dzisiaj jednak wiem, że moje zdanie jest bardziej wartościowe, od zdań setki innych ludzi. On mnie tego nauczył... to dzięki niemu zrozumiałam ile tak naprawdę jestem warta. To dzięki niemu stałam się na nowo szczęśliwa.

 Byłam uważana za dziwaczkę, gdyż lubiłam zajmować się tym co mężczyźni. Gdy miałam dziesięć lat, razem z moim przyjacielem Naruto zaczęliśmy się pojedynkować na kije. Nadal pamiętam te uśmiechy na twarzach, gdy wyobrażaliśmy sobie, że trzymamy w dłoniach prawdziwe szpady. Jednak piękne chwile zniknęły szybko jak bańka mydlana... Cztery lata później wyjechał i wrócił do mojego życia dopiero niedawno, jednak całkowicie odmieniony. Nie spodziewałam się tego po nim, ale życie płata nam różne figle.

 Wystarczy spojrzeć na mnie. Z małej, szarej myszki, wyrosłam na pewną siebie, silną kobietę. Nie boje się już o to, co nastąpi jutro. Choćbym miała zawisnąć na stryczku. Nie boje się wyrazić swojej opinii, a wręcz przeciwne. Potrafię się wypowiedzieć na pewien temat i to dość sensownie, dlatego m. in. to mnie wzięto do ustalania strateg.

 Stukot butów odbijał się od podłoża. On nadchodzi... Ten, który nie wie co to uczucia, ten który nie ma krzty delikatności. Ten, którego kiedyś się bałam... Właśnie, kiedyś. Teraz mam w sobie wystarczającą siłę, by ten strach przegonić gdzie pieprz rośnie.

  Dźwięk kluczy, kliknięcie zamka. Drewniane drzwi, otwarły się z taką szybkością, że zaznały niezbyt przyjemnego spotkania ze ścianą.  Gdy zamknął je za sobą wiedziałam, że nie ważne po co tu przyszedł, skończy się to dla mnie źle.

 Zostaliśmy sami, w ciemnym pomieszczeniu. Słychać wyraźnie było nasze oddechy. Mężczyzna ruszył w moją stronę, by następnie chwycić mnie brutalnie za dłonie.

- Wstawaj szmato! - warknął, ciągnąc mnie do góry.

 Cóż... nie zbyt przyjemne przywitanie. Gdy już wstałam, odwrócił mnie plecami do siebie, chwycił za ręce i związał je boleśnie grubymi sznurami.

- Już czas na ciebie. - niepozorne słowa, jednak tak bardzo poważne.

 Już wiedziałam co się ze mną stanie. Jednak co dziwniejsze, nie bałam się ani trochę. Serce nawet mi nie drgnęło. Szłam spokojnie za mężczyzną, nie wyrywałam się, a wręcz przeciwnie... Szłam z podniesioną głową.

 Chciałam pokazać wszystkim jak bardzo jestem dumna, z tego kim się stałam. Choć kiedyś i sama czułam do takich osób, no może nie obrzydzenie, jednak straszną niechęć.

 Wychodząc na dwór, wzięłam głęboki wdech. Jak cudownie było poczuć znów rześkie powietrze. Nie obchodziła mnie widownia, zebrana wokół sceny. Nie obchodziło mnie to, czym we mnie rzucano. Jednak musiałam prychnąć w myślach widząc pomidora  rozpłaszczonego na moim ramieniu. Co za strata... Jak można dobrą żywność tak marnować?!

 Weszłam na schody. Stawiałam krok po kroku, nie spieszyłam się. Dopiero gdy stanęłam na przeciwko liny i innych ludzi - uśmiechnęłam się, tak na prawdę. Czułam na swojej szyi szorstki materiał sznura. Wystarczyło tylko wejść na stołek.

- Sakuro Haruno, zostałaś skazana za liczne przestępstwa, takie jak: trzynaście morderstw na niewinnych ludziach, liczne kradzieże, podpalenie łąk i pastwisk, tworzenie wokół siebie niepotrzebnego zamieszania, a co najważniejsze... za spiski i knucie przeciwko Królowi! Masz coś na swoje usprawiedliwienie?

 Zaśmiałam się głośno, słysząc te oskarżenia. Wokół mnie, tłum się oburzył, krzycząc jeden przez drugiego: "To wariatka! Zabić ją jak najszybciej!", "Mogliśmy zginąć! Przecież ona wychowywała się wśród naszych pociech!" było o niebo więcej takich komentarzy, jednak ja już ich nie słuchałam.

 Tak, na pewno zabijałam "niewinnych" ludzi. Kradzieże?! No dobra... z tym się zgodzę. Podpalanie łąk i pastwisk?! A po licho mi to?! Niepotrzebne zamieszanie? No bez jaj... Knucie przeciwko Królowi? To nie przeciwko Królowi, ty głupi cepie, tylko przeciwko tobie!

- Tylko winny się tłumaczy! - odkrzyknęłam, czując cień satysfakcji, widząc jego wzburzoną minę.

 Zrobił ruch ręką, by zacząć. Zamknęłam oczy, chcąc przypomnieć sobie twarz swojego ukochanego. Pewnie teraz obmyśla plan jak mnie uwolnić... Niepotrzebnie. Na usta  przybrałam szczęśliwy uśmiech i czekałam, aż skończy się moje cenne życie. Dla niego... Bo tak bardzo go kocham.

Przywitanie

Witam czytelników! Jestem Alexa i od dawna zastanawiałam się nad założeniem tego bloga. Będzie to opowiadanie o Itasaku (Itachim i Sakurze). Jednak nie o takim zwykłym... Przyznaję się bez bicia, nie przepadam za NARUTO, jednak czytając opowiadania jednej bloggerki, która pisywała o Sakurze i Itachim nie jako ninja (chociaż przyznaję, miała na swoim koncie z dwa, czy trzy takie opowiadanka) tylko o normalnych ludziach... Pokochałam ten paring.
 Ja też zamierzam pisać o czymś podobnym, jednak postanowiłam przenieść się do czasów, kiedy wieszano bandytów, kiedy kobiety musiały nosić suknie, oraz różnorakie, dziwne fryzury... Postanowiłam przenieść się do...Ery piratów!
Nie wiem jeszcze gdzie akcja będzie rozgrywana, jednak Chiny nie bardzo mi tutaj pasują...

Postaram się jak najszybciej coś napisać :)

Pozdrawiam!
Alexa