~Urodziłem się płacząc, ale umrę śmiejąc się''~
Prolog - ~"Bez cierpienia nie zrozumie się szczęścia."~
Jestem teraz w brudnej celi i staram się przeanalizować całą sytuacje, jeszcze raz. Od dawna przestałam zwracać uwagę na smród stęchlizny i wilgoci oraz na zimno, przedostające się przez wszystkie szczeliny w ścianach, oraz przez kraty w drzwiach.
Siedzę w kącie, wtulając twarz w kolana. Moje różowe włosy, są przyodziane drobinkami piasku, trzymającymi się na przetłuszczonych pasmach. Ubrania były podarte w niektórych miejscach, a skórę zdobiły głębokie cięte rany, z których już dawno wylana krew skrzepła.
Kiedyś, mając sześć lat, łudziłam się, że świat jest piękny, pełen kolorów. Mając trzynaście lat zrozumiałam, że moje dziecięce przemyślenia to mit, wymyślona przeze mnie bajeczka.
Zawsze miałam w życiu pod górkę, nigdy z górki. Nauczyłam się, że nie można ufać ludziom, gdyż to kanalie, nie mające serca bestie. Ale co znaczy moje zdanie? Jeszcze niedawno powiedziałabym, że nic. Dzisiaj jednak wiem, że moje zdanie jest bardziej wartościowe, od zdań setki innych ludzi. On mnie tego nauczył... to dzięki niemu zrozumiałam ile tak naprawdę jestem warta. To dzięki niemu stałam się na nowo szczęśliwa.
Byłam uważana za dziwaczkę, gdyż lubiłam zajmować się tym co mężczyźni. Gdy miałam dziesięć lat, razem z moim przyjacielem Naruto zaczęliśmy się pojedynkować na kije. Nadal pamiętam te uśmiechy na twarzach, gdy wyobrażaliśmy sobie, że trzymamy w dłoniach prawdziwe szpady. Jednak piękne chwile zniknęły szybko jak bańka mydlana... Cztery lata później wyjechał i wrócił do mojego życia dopiero niedawno, jednak całkowicie odmieniony. Nie spodziewałam się tego po nim, ale życie płata nam różne figle.
Wystarczy spojrzeć na mnie. Z małej, szarej myszki, wyrosłam na pewną siebie, silną kobietę. Nie boje się już o to, co nastąpi jutro. Choćbym miała zawisnąć na stryczku. Nie boje się wyrazić swojej opinii, a wręcz przeciwne. Potrafię się wypowiedzieć na pewien temat i to dość sensownie, dlatego m. in. to mnie wzięto do ustalania strateg.
Stukot butów odbijał się od podłoża. On nadchodzi... Ten, który nie wie co to uczucia, ten który nie ma krzty delikatności. Ten, którego kiedyś się bałam... Właśnie, kiedyś. Teraz mam w sobie wystarczającą siłę, by ten strach przegonić gdzie pieprz rośnie.
Dźwięk kluczy, kliknięcie zamka. Drewniane drzwi, otwarły się z taką szybkością, że zaznały niezbyt przyjemnego spotkania ze ścianą. Gdy zamknął je za sobą wiedziałam, że nie ważne po co tu przyszedł, skończy się to dla mnie źle.
Zostaliśmy sami, w ciemnym pomieszczeniu. Słychać wyraźnie było nasze oddechy. Mężczyzna ruszył w moją stronę, by następnie chwycić mnie brutalnie za dłonie.
- Wstawaj szmato! - warknął, ciągnąc mnie do góry.
Cóż... nie zbyt przyjemne przywitanie. Gdy już wstałam, odwrócił mnie plecami do siebie, chwycił za ręce i związał je boleśnie grubymi sznurami.
- Już czas na ciebie. - niepozorne słowa, jednak tak bardzo poważne.
Już wiedziałam co się ze mną stanie. Jednak co dziwniejsze, nie bałam się ani trochę. Serce nawet mi nie drgnęło. Szłam spokojnie za mężczyzną, nie wyrywałam się, a wręcz przeciwnie... Szłam z podniesioną głową.
Chciałam pokazać wszystkim jak bardzo jestem dumna, z tego kim się stałam. Choć kiedyś i sama czułam do takich osób, no może nie obrzydzenie, jednak straszną niechęć.
Wychodząc na dwór, wzięłam głęboki wdech. Jak cudownie było poczuć znów rześkie powietrze. Nie obchodziła mnie widownia, zebrana wokół sceny. Nie obchodziło mnie to, czym we mnie rzucano. Jednak musiałam prychnąć w myślach widząc pomidora rozpłaszczonego na moim ramieniu. Co za strata... Jak można dobrą żywność tak marnować?!
Weszłam na schody. Stawiałam krok po kroku, nie spieszyłam się. Dopiero gdy stanęłam na przeciwko liny i innych ludzi - uśmiechnęłam się, tak na prawdę. Czułam na swojej szyi szorstki materiał sznura. Wystarczyło tylko wejść na stołek.
- Sakuro Haruno, zostałaś skazana za liczne przestępstwa, takie jak: trzynaście morderstw na niewinnych ludziach, liczne kradzieże, podpalenie łąk i pastwisk, tworzenie wokół siebie niepotrzebnego zamieszania, a co najważniejsze... za spiski i knucie przeciwko Królowi! Masz coś na swoje usprawiedliwienie?
Zaśmiałam się głośno, słysząc te oskarżenia. Wokół mnie, tłum się oburzył, krzycząc jeden przez drugiego: "To wariatka! Zabić ją jak najszybciej!", "Mogliśmy zginąć! Przecież ona wychowywała się wśród naszych pociech!" było o niebo więcej takich komentarzy, jednak ja już ich nie słuchałam.
Tak, na pewno zabijałam "niewinnych" ludzi. Kradzieże?! No dobra... z tym się zgodzę. Podpalanie łąk i pastwisk?! A po licho mi to?! Niepotrzebne zamieszanie? No bez jaj... Knucie przeciwko Królowi? To nie przeciwko Królowi, ty głupi cepie, tylko przeciwko tobie!
- Tylko winny się tłumaczy! - odkrzyknęłam, czując cień satysfakcji, widząc jego wzburzoną minę.
Zrobił ruch ręką, by zacząć. Zamknęłam oczy, chcąc przypomnieć sobie twarz swojego ukochanego. Pewnie teraz obmyśla plan jak mnie uwolnić... Niepotrzebnie. Na usta przybrałam szczęśliwy uśmiech i czekałam, aż skończy się moje cenne życie. Dla niego... Bo tak bardzo go kocham.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz