~"Ważne jest by nigdy nie przestać pytać. Ciekawość nie istnieje bez przyczyny. Wystarczy więc, jeśli spróbujemy zrozumieć choć trochę tej tajemnicy każdego dnia. Nigdy nie trać świętej ciekawości. Kto nie potrafi pytać nie potrafi żyć."~
Rozdział 1: Chyba nadszedł już najwyższy czas... Trzeba znaleźć męża.
Wstałam o świcie by móc razem ze służącą posprzątać dom i nakarmić kury. Uwielbiam tą kobietę! Zawsze miałam wrażenie, że ona jedyna mnie rozumie. Tylko jej mogłam się wyżalić, zwrócić się o pomoc. Była dla mnie jak zastępcza mama, którą los odebrał mi cztery lata temu.
To właśnie wtedy moje życie zmieniło się w piekło! Gdy zabrakło mamy, mój ojciec zaczął mnie postrzegać jako coś gorszego. Kochający tatuś, zmienił się w tyrana, bijącego mnie w dzień, w dzień tak, jakby śmierć mamy była moją winą. A przecież nie była... Może fakt, że byłam jej idealną kopią, nie tylko wewnętrznie, ale i zewnętrznie działał na niego jak płachta na byka? Sama już nie wiem...
Teraz miałam Tsunade, która wspierała mnie jak tylko może. Czasem stawała za mną murem, gdy ojciec chciał mnie uderzyć, a co dziwniejsze, ustępował jej... Nie wiem co o tym myśleć.
- Sakura, lepiej będzie jak już pójdziesz się przyszykować na obiad. Z tego co wiem to dziś zaszczyci was swoimi odwiedzinami bardzo ważna osobistość. - moje rozmyślenia przerwała Tsunade, która wzięła puste wiadro i zaczęła moczyć je w beczce.
- O czym ty mówisz? - zapytałam zdziwiona.
- O tym, że dziś odwiedza was bardzo ważny gość i dobrze by było, gdybyś ubrała się odpowiednio.
- Nic mi o tym nie wiadomo... - odpowiedziałam zamyślona. Skąd Tsunade o tym wie? Mi ojciec nic nie powiedział, a przecież powinien. W końcu jestem jego jedyną córką! Na Boga... - Tsunade? Możesz mi powiedzieć skąd wiesz o takich rzeczach?
Widać było zmieszanie na jej twarzy, jednak szybko ją zasłoniła swoimi długimi, złocistymi włosami. Zawsze tak robi, by ukryć emocje jakie nią targają.
- Ymmm... Plotki szybko się rozprzestrzeniają wśród służby. A tak w ogóle co to? Przesłuchanie? Powinnaś zacząć bardziej mi ufać. - powiedziała i popatrzyła na mnie z wyrzutem.
Miała racje. Od pewnego czasu zaczęłam być zbyt podejrzliwa, ale to przez to, że ona stała się zbyt tajemnicza. Wie więcej rzeczy na temat mnie i ojca, niż ja sama.
- Masz racje, wybacz mi... Nie wiem co się ze mną ostatnio dzieje... - przyznałam zrezygnowana.
- Może się zbyt przepracowujesz. Kobieta w twoim wieku powinna już mieć męża u boku i wychowywać dziecko, a nie pomagać swojej służącej. - zakończyła swój wykład.
- Oj Tsunade... Ile jeszcze razy będziesz mi wypominać to, że nie mam męża?
- Tyle razy ile będzie trzeba! Miałaś tyle okazji. Mężczyźni kolejkami ustawiali się, by prosić cię o rękę, a ty ich tak po prostu odrzucałaś! Uroda przemija droga panno, pamiętaj o tym! Jeszcze się przejedziesz na swoich działaniach, zobaczysz.
- Dobrze wiesz, że nie chcę mężczyzny do którego nic nie czuję... - odparłam smutno. - Nie chcę wychodzić za kogoś, kto nie będzie miał do mnie krzty szacunku i będzie mnie traktował jak jakąś... - przerwałam. Nie chciałam używać niecenzuralnych słów, w dodatku przy osobie, którą darze wielkim szacunkiem. - ... no wiesz... Chcę kogoś, kto mnie pokocha, tak samo mocno jak ja jego.
- A ty dalej żyjesz marzeniami... Zrozum, życie to nie bajka i radziłabym ci szybko znaleźć kogoś u twego boku, no chyba, że chcesz skończyć jako stara panna. - zakończyła swój wykład i poszła zanieść wiadra na swoje miejsce.
Stałam jeszcze przez chwile, wpatrując się w soczystą, zieloną trawę. Czy aby na pewno dobrze robię? Co jeśli nigdy nie znajdę osobę, którą pokocham? Nie chcę skończyć jako stara panna! Chce mieć dom, rodzinę, dzieci... Chce po prostu być szczęśliwa i wreszcie oderwać się od bolesnej ręki ojca. Może jednak powinnam zmienić swoje nastawienie w stosunku do całej sytuacji? Zmienić marzenia i plany o które tak zawzięcie walczyłam? Chyba nadszedł już najwyższy czas... Trzeba znaleźć męża.
Z tymi myślami podążyłam w stronę domu.
Przechodząc przez salon natknęłam się na ojca.
- Dzień dobry, ojcze. - powiedziałam, kłaniając się nisko.
Odburknął mi tylko coś niezrozumiałego i zniknął za drzwiami swojego prywatnego gabinetu. No ale czego ja się mogłam spodziewać? Westchnęłam i ruszyłam szybko do swojego pokoju. Do obiadu została mi godzina. Wyciągnęłam więc z szafy moją najelegantszą suknię. Suknia ta, była koloru granatu, uszyta z najdroższego rodzaju jedwabiu. Miała duży dekolt, uwydatniający moje, średniej wielkości, piersi i panier nadający sukni szeroki dół. Mimo, iż była to moja najlepsza suknia, to była też bardzo niewygodna. Nie cierpiałam jej nosić, wolałam zwyczajne suknie noszone przeważnie przez chłopki, od tych pięknych, kosztownych, strasznie niewygodnych sukien.
Spojrzałam na krajobraz za oknem. Mieszkałam w pięknym dworze, bardzo zadbanym i robiące ogromne wrażenie. Dwór Haruno wyróżniał się tym, że znajdywał się nad pięknym jeziorem, do którego prowadziła ładnie wyrzeźbiona ścieżka. Wokół rozwijały się przeróżne drzewa.
Pukanie do drzwi zwróciło moją uwagę.
- Proszę! - krzyknęłam, na powrót zajmując się suknią.
Do pokoju weszła Tsunade, trzymając w ręku biały puchowy ręcznik,a za nią reszta służby, trzymająca wiadra z gorąco wodą.
- Czas na kąpiel. - kiwnęłam jedynie głową i podążyłam za nimi do łazienki.
Tsunade od razu się mną zajęła. Gdy ona pomagała mi w pozbyciu się ubrania, reszta służby zaczęła wlewać do wanny wodę. Szybko uporałyśmy się ze wszystkim i nim się obejrzałam, zaczęto mnie ubierać w suknie. Nie lubiłam, gdy się mną tak zajmowano... równie dobrze mogłabym zrobić to sama, ale to polecenie ojca, a jego polecenia to coś co trzeba przestrzegać. Gdy służba wyszła i zostałam tylko ja i Tsunade, zaczęłam rozmowę.
- Powiedz mi Tsunade... Kto nas zaszczyci swoją obecnością? - zapytałam w końcu.
- Bardzo ważna osobistość. Pan Fugaku Uchiha, wraz z synem i małżonką. Wiesz dobrze, że twój ojciec załatwia z nim ważne interesy, tak więc zależy mu bardzo na tym, byś zrobiła dobre pierwsze wrażenie.
- Uchiha? A to właśnie nie czasami jeden z ich synów został pir...
- Plotki, Sakura, plotki. - przerwała mi szybko. - Wiesz bardzo dobrze, jak ludzie lubią je roznosić. Itachi Uchiha zginął w walce z bandytami, pięć lat temu.
- Ale nie odnaleziono ciała...
- Sakura, ty i te twoje domysły. - warknęła zirytowana. - To bandyci! Nigdy nie wiadomo co im strzeli do tych pustych łepetyn. Zabrali ciało i musieli je bardzo dobrze ukryć.
- Ale jaki byłby w tym cel?
- Sakura, proszę... Takie pytania to nie do mnie, jednak lepiej byś przy obiedzie ich nie wypowiadała. W tej rodzinie temat Itachi'ego należy do tabu. - powiedziała i wyszła z pokoju, zamykając za sobą dość głośno drzwi.
Zauważyłam, że Tsunade zaczęła być bardzo nadwrażliwa. Nie lubiła zbyt dociekliwych pytań, choć jeszcze parę miesięcy temu chętnie na nie odpowiadała. Może ma jakieś kłopoty? Sama już nie wiem... Przy bliższej okazji postaram się jej o to zapytać.
Spojrzałam w lustro wiszące na ścianie. Nie uważałam się za piękną, choć byłam bardzo podobna do mamy. Miałam jej nos, usta, oczy, włosy... Jednak nie miałam jej figury. Ona była idealna, je byłam... przeciętna. Nic dziwnego, ze ojciec tak bardzo ją kochał. Spojrzałam ostatni raz w lustro i skierowałam się do drzwi.